Wnętrza

Hulaj dusza, architekcie!!!

Tekst Arkadiusz Olszanka, In&Out Design • Zdjęcia Arkadiusz Olszanka In&Out Design, • Stylizacja Arkadiusz Olszanka, In&Out Design

2015-07-15

Zaczęło się banalnie, jak to zwykle bywa. Znajomi polecili młodemu małżeństwu usługi architekta, z którego pracy byli zadowoleni. Kasia z Piotrem postanowili skorzystać, ponieważ jako osoby zapracowane, nie mogli poświęcić zbyt wiele czasu na „bieganie” przy swoim nowym mieszkaniu. Perspektywa, iż architekt przejmie także poniekąd rolę inwestora zastępczego i pozwoli im się wprowadzić do kompletnie urządzonego mieszkania, była na tyle kusząca, że ostatecznie utwierdziła małżeństwo w przekonaniu o słuszności podjętej decyzji.

 

Inwestorzy jednak już wcześniej przygotowali sobie kilkadziesiąt zdjęć ściągniętych z Internetu z rozwiązaniami, które trafiły w ich gusta. Po przedstawieniu fotografii architektowi, okazało się, że gusta obu stron są zbliżone. Oczywiście nie wszystko, co znajdowało się na rzeczonych zdjęciach można było w jakikolwiek sposób przenieść do mieszkania młodych inwestorów, więc potraktowali ten materiał jako przykład rzeczy, które zaskarbiły sobie ich sympatię. Potwierdziła się tym samym dewiza - kiedy inwestor i architekt mają zbliżone gusta, musi powstać architektoniczna perełka. Jedynym wymogiem klientów było życzenie, iż ma być odlotowo i nietuzinkowo do tego stopnia, że przy punkcie „łazienka gościnna” inwestorzy określili swoje preferencje sformułowaniem: „hulaj dusza”. Zapowiadało się zatem ciekawie.

 

 

 

Mieszkanie jest dość duże, bo ma ponad 120 m2, ale w związku z tym, iż 2 pokoje docelowo przeznaczone w przyszłości dla dzieci pozostały puste, architekt skupił się na pozostałej powierzchni liczącej około 90 m2. Na tejże powierzchni znalazł się otwarty hall z salonem i kuchnią, 3 łazienki oraz sypialnia z garderobą. Wspomniana otwarta przestrzeń z hallem wejściowym, kuchnią i salonem, które przenikają się wzajemnie, znajduje się zaraz przy wejściu do mieszkania. Problem stanowiło usytuowanie szafy na okrycia wierzchnie. Architekt zaproponował szafę/lampę, która poza tym, iż jest niepełnej wysokości, co pozwala przenikać się poszczególnym strefom mieszkania, to dodatkowo świeci. Efekt uzyskano dzięki dwóm taflom szkła z nadrukiem zamontowanych do boków szafy, za którymi to taflami ukryto taśmy LED. Po wejściu do domu można zapalić sobie tylko szafę, a nadruki na bokach potęgują efekt.

 

Salon znajdujący się obok, oprócz rzeczy, które zwykle się tam znajdują, tj. sofa, telewizor oraz półki na książki, kryje jeszcze jeden oryginalny element, absolutnie nierzucający się w oczy: wmontowany w meble biokominek. Wystarczą 2 minuty, a na szafce obok telewizora płonie prawdziwy ogień!! Kuchnia, oddzielona od strefy dziennej mini-barkiem, wyróżnia się motywem ziaren kawy, który nadrukowany na szkle, wypełnia przestrzeń między szafkami, a ponadto jest ciekawym kontrastem dla idealnej bieli mebli. Cały open space spajają: fornir orzechowy i biała cegła, które występują zarówno w salonie, jak i kuchni.

 

 

Wracając ponownie do hallu wejściowego, warto wspomnieć jeszcze o jednym elemencie, który niejako stał się motywem przewodnim mieszkania. Mowa o chromowanym porożu jelonka. Pierwotnie umieszczony na wizualizacjach 3D, tak zaskarbił sobie sympatię inwestorów, że nie dość, iż kupili identycznego, to jeszcze zamóortrety z głowami jeleni, które dumnie wiszą na ścianie w salonie. Pierwszy objaw odlotowości...?

 

Hall wejściowy łączy się bezpośrednio z korytarzem prowadzącym do strefy prywatnej mieszkania. Trafiamy w nim na tajemnicze pomieszczenie/kubaturę obłożoną czarnym łupkiem. Po uchyleniu drzwi okazuje się, że trafiamy do wspomnianego pomieszczenia „hulaj dusza”, czyli toalety gościnnej, która, nomen omen, stała się ulubionym pomieszczeniem Piotra. A to dlatego, że architekt idealnie trafił z pomysłem. Meble w tym pomieszczeniu wykonane z MDF-u na wysoki połysk w ostrych kolorach: pomarańczowym i fioletowym uzupełniają wstawki z czerwonego szkła. Jednak głównym motywem tego najmniejszego pomieszczenia jest czarno-biała tapeta w konwencji komiksu z tematyką „męsko-damską” umieszczona na ścianie vis a vis wejścia. Czyli odlotowo i uni(sex)wersalnie.

 

 

Pozostając przy temacie łazienek, to założenie było takie, żeby każda z nich została utrzymana w innym klimacie i kolorystyce, ale żeby także wszystkie wyglądały nowocześnie oraz wpisywały się w ogólną konwencję mieszkania. Dlatego łazienka nr 2 „ubrana została” w bardzo szlachetne materiały. Drewno teakowe łączy się z trawertynem orzechowym, a ich uzupełnienie stanowią: gres wielkoformatowy, designerskie lampy oraz wyposażenie, czyli elegancja przez duże E. Odrobinę szaleństwa i niepokoju wprowadza tam półka w jaskrawożółtym kolorze, umieszczona na wprost wejścia, nad toaletą. Ot tak, żeby nie było za spokojnie i nadal choć trochę odlotowo. Zagłębiając się w najbardziej intymną część domu, czyli do sypialni inwestorów, natkniemy się znowu na nieco inny klimat.

 

Najpierw rzuca się w oczy turkusowa tapeta, która stanowi główny kolorystyczny motyw tego pomieszczenia. Dopiero potem zauważamy eleganckie łózko z pikowanym wezgłowiem, meble na zamówienie wykonane z forniru teakowego oraz dwie lampy sufitowe z dymionego szkła z koralikami. Brzmi, jak z innego mieszkania? Oczywiście nie mogło tak zostać. Żeby znowu nie było zbyt jednostajnie, architekt dodał industrialne spoty oświetlające ścianę szaf, krzesło Louis Ghost projektu Phillipe'a Starck'a, a nad zdobionym złotą ramą lustrem w toaletce - lampę w klimacie industrialnego loftu. Już lepiej... Przy sypialni usytuowana jest łazienka, do której wstęp mają tylko inwestorzy. To najzimniejsze kolorystycznie pomieszczenie w mieszkaniu. Białe meble spotykają się tu z niebiesko-błękitną mozaiką oraz niebiesko-turkusową strukturą na ścianie, a światła dodają ukryte w suficie taśmy LED. „Zimny” efekt był zamierzony, bo z kolei sypialnia jest pomieszczeniem bardzo ciepłym w odbiorze i znów, żeby uniknąć wrażenia nadmiernej jednostajności, łazienka musiała zostać utrzymana w opozycji do niej.

 

 

Teraz, po kilku miesiącach od wprowadzenia, Kasia i Piotr przyznają, że poradzenie sobie z tak dużą ilością pracy w mieszkaniu, biorąc pod uwagę ich tryb życia (wolne są tylko weekendy) byłoby niemożliwe, dlatego ogromnie, oprócz efektu, który jest dokładnie taki, jaki chcieli uzyskać, chwalą sobie współpracę z architektem, który oprócz tego, że jest autorem koncepcji wnętrza, to wszystko dokładnie zaplanował i odpowiadał za całą logistykę związaną z realizacją projektu.

 

Organizacja poszczególnych ekip w odpowiednich momentach inwestycji również jest, mimo wszystko, nie lada sztuką, a często godzić się musieli: glazurnik ze stolarzem, malarz ze szklarzem czy elektryk z ekipą od dekoracji okiennych, ale jak mówi powiedzenie – „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” – tu mamy książkowy przykład, że tak jest w istocie. W tym przypadku wszystko wyszło na dobre – nawet bardzo.

Popularne
Najnowsze