Lifestyle

Ludzie

Architektura, design i technologia

Zdjęcia zieta.pl

2012-10-29

Oskar Zięta – architekt i jeden z najbardziej znanych polskich designerów na świecie. Jest absolwentem wydziału architektury Politechniki Szczecińskiej (2000) i katedry Computer Aided Architectural Design (CAAD) w Eidgenössische Technische Hochschule w Zurychu (2002). Jest twórcą technologii FiDU (niem. Freie Innendruck Umformung), czyli deformacji blachy pod wpływem ciśnienia wewnętrznego, dzięki czemu powstają ultralekkie konstrukcje. Jedną z „manifestacji” tej technologii jest PLOPP, czyli Polski Ludowy Obiekt Pompowany Powietrzem – ultralekki blaszany stołek, który znajduje się w stałej kolekcji Centrum Pompidou w Paryżu, jako jedno z dwunastu krzeseł, które zmieniają współczesny design. Oskar Zięta jest laureatem bardzo wielu prestiżowych designerskich nagród, m.in.  Red Dot Design Award, DMY Award for Innovation in production process, The Forum Aid Award, “Schweizer Design Preis”, Technology Award – Materialica. 16 stycznia 2011 w Kolonii otrzymał Audi Mentor Prize by A&W - dla najlepszego świeżego i unikatowego talentu w designie. Oskar Zięta założył firmę ZIETA PROZESSDESIGN, ma swoje biura we Wrocławiu i Zurychu, pracuje w całej Europie.




- Jest Pan dyplomowanym architektem, a ETH (Eidgenössische Technische Hochschule) to znana marka wśród architektów, czuje się Pan dzisiaj bardziej architektem, czy designerem? 

W dzisiejszych czasach definicja i podstawy obu zawodów są ze sobą mocno powiązane. Jest wielu architektów  wykonujących czynności, które można nazwać również jako product design, a nawet industrial design. A także na odwrót. Szukanie form oraz funkcji jest w jednej i drugiej profesji bardzo podobne. Oba zawody dzieli skala. Kiedyś myślałem, że architektura jest nieskończoną historią, o której można pisać książki, bo można tu iść w detal, a design jest właśnie detalem opisanym, czyli tą kropką. Zmieniłem pogląd na ten temat od kiedy zacząłem profesjonalnie zajmować się wzornictwem przemysłowym. I w tej dziedzinie mogą być nieskończone opowieści, których przykładem jest nasza historia rozwoju produktu oraz technologii. Jestem architektem i moje wykształcenie pomaga mi w rozwijaniu produktu, a także patrzeniu na ten produkt w trochę szerszej perspektywie, bardziej globalnie.


- Czy zatem designer powinien według Pana mieć „umysł techniczny”?

Jest wiele szkół  na świecie, które mają różną politykę szkolenia swoich studentów, bardziej konceptualną, bądź techniczną. Designer to dziś już nie jeden człowiek, tak samo jak architekt. Oczywiście projekt określa z reguły jedno nazwisko, ale w danym teamie powinna być interdyscyplinarna grupa ludzi o różnych potencjałach – technicznych, koncepcyjnych, socjologicznych, antropologicznych, inżynierskich. Dopiero działanie tych wszystkich ludzi kształtuje ostateczną formę.




- Jak ocenia Pan swój „szwajcarski okres”? Czy w Zurychu na ETH poznał Pan nowe metody i sposoby kształcenia?

Tak, tam poznałem metody kształcenia interdyscyplinarnego. W moim zespole byli zarówno architekci, projektanci wzornictwa, artyści, historycy sztuki, metalurdzy oraz eksperci z innych dziedzin. I dopiero w tej formie mogliśmy tworzyć różne projekty, a także prowadzić systematyczny rozwój pewnych myśli, tak jak ja prowadziłem rozwój pewnej nowej technologii.


- I o tej technologii, czyli o FiDU (niem. Freie Innendruck Umformung) chciałbym chwilę porozmawiać. Czy zastanawiał się Pan nad tym, żeby wykorzystać ją w innych dziedzinach?

Oczywiście realizujemy i testujemy już kilka aplikacji. Właściwie rozpoczęliśmy od innej skali – ta technologia powstała na potrzeby architektoniczne. Rozwój kształtów architektury dąży do bionicznych form, do wolnej architektury. Wiele biur architektonicznych wykorzystuje elastyczne procesy produkcyjne w tworzeniu konstrukcji lub budowaniu fasad i pod tym kątem powstało FiDU, czyli tworzenia dopasowanych elementów konstrukcyjnych, konstrukcji ultralekkich. Jej narodziny rozpoczęły się od dogłębnego, wieloletniego i systematycznego poznawania technologii stabilizacji materiału, który wybrałem, czyli blachy.




-  Czy ma Pan jakieś poważne architektoniczne zamysły?

Prowadzimy badania nad pierwszymi elementami fasad, które być może będą implementowane w dość dużej skali. W tworzeniu i szukaniu zastosowań dla technologii FiDU pomogła nam platforma designu. Używamy jej do nauki i zabawy formą oraz wprowadzania rozwiązań technologicznych w krótkich seriach. Wyniki tej zabawy i produkcji wdrażamy do innych aplikacji, jak np. wiatraki w układzie „H”, konstrukcje ultralekkie hal, pawilony lub jak to było w przypadku projektu „Blow and Roll” w Viktoria and Albert Museum, zaimplementowaliśmy system konstrukcji ultralekkich, który ma duży potencjał ekspansji wolumetrycznej. Ten element stosujemy w kształtowaniu anten, które być może  w przyszłości polecą w kosmos. Chodzi tu o konstrukcje, które mimo swojej stabilności oraz funkcjonalności muszą zabierać w transporcie jak najmniej miejsca i tutaj potencjał naszej technologii jest ogromny.




- Brzmi fantastycznie, ale może porozmawiajmy chwilę o PLOPPIE. Czy powstał on w efekcie pewnej zabawy formą? Zgadza się, że jest on technologicznym „paradoksem”? (na początku szacowano, że taboret wytrzyma 60 kg ciężaru, a okazało się, że przekroczył granice błędu i wytrzymał 2 tony). 

Teraz to już nie jest paradoks, wszystko potrafimy wyjaśnić i w symulacjach wychodzą takie same wyniki. Pragnę natomiast podkreślić, że PLOPP, CHIPPENSTEEL, czy DRAB są manifestem technologii FiDU, który pokazuje połączenie kilku podstawowych zasad tej technologii. Stworzyliśmy tzw. „alfabet FiDU”, PLOPP jest zestawieniem kilku pierwszych zasad, „liter” tego „alfabetu”. PLOPP pokazuje, że pompujemy i deformujemy przy użyciu ciśnienia wewnętrznego, w wyniku czego materiał, którym jest blacha, który tak naprawdę nie jest na tyle homogennym materiałem z jakim go asocjujemy w przemyśle, np. samochodowym, czy AGD - tu patrzymy przez precyzyjnie uformowane kształty, równolegle fugi, itd. A tak naprawdę  tylko przy użyciu wielkich maszyn, narzędzi i olbrzymich sił jesteśmy w stanie wtłoczyć powietrze w ten materiał. Przy dużych nakładach oraz seriach koszt produkcji jest wyrównywany. Ale w one of a kind production - seryjnie dopasowanej produkcji ten typ wytłaczania i formowania jest nieekonomiczny. Nawet najwięksi architekci, czy gwiazdy designu nie mogłyby sobie pozwolić na takie marnotrawstwo budżetu. My w poszukiwaniu dopasowanych metod produkcji, przy użyciu uniwersalnych maszyn doszliśmy do FiDU, czego właśnie manifestacją jest PLOPP. PLOPP jest jednym z pierwszych seryjnie wyprodukowanych unikatów.

 


- Czy można powiedzieć, że manifestacja technologii przyniosła sukces w designie? 

Tak, ale to też pokazuje pewne zmiany w designie. Wydaje mi się, że fachowcy i ludzie są już zmęczeni – na targach designu z niechęcią patrzymy na kolejne krzesło, które jest kopią lub hybrydą tych wcześniejszych. My, odpowiadając na potrzeby świata konstrukcyjnego i patrząc mocno w strukturę oraz właściwości materiału zrobiliśmy takie „bottom up” – od materiału przez technologię stworzyliśmy  jedno i drugie. Używamy designu jako platformy do eksperymentowania oraz zabawy, do szukania nowych rozwiązań.


- Jak Pan ocenia kondycję polskiego designu oraz co sądzi Pan o wyczuciu estetycznym Polaków?

To jest bardzo duży problem. Mogę to zaobserwować jako wykładowca na uczelni SOF, czyli School of Form w Poznaniu. Przed rozpoczęciem edukacji młodych ludzi musimy zająć się „zresetowaniem” postrzegania ich wrażliwości,  proporcji, materiałów i form. Młodzież wynosi tę wrażliwość z domów, w których niestety ciągle spotykamy się z kiepskim wzornictwem lub wręcz to wzornictwo nawet nie jest tematem i nigdy nie było, mamy tu brak tradycji. Nie ma tradycji designu i obiektów, które tę tradycję pokazują.  Młodzi wychodzą w przestrzeń publiczną, w której jest jeszcze gorzej, która nie uwrażliwia tych młodych ludzi na nic. Zanim my zaczniemy jakikolwiek program edukacyjny, który jest standardem w innych państwach, gdzie młodzież wyrosła w dobrej tradycji designu, wzornictwa i architektury, to tutaj musimy na samym początku koncentrować się na pokazywaniu dobrych przykładów oraz resetowaniu tych złych.


-  Czy pomaga Pan  w jakiś sposób „młodym-zdolnym”?

Na wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest SOF  w Poznaniu, gdzie nauczam i jestem head of industrial design. Układam program edukacyjny pod kątem poznańskiej relacji do przemysłu, bo jest tam dużo firm, które będą potrzebowały w niedalekiej przyszłości projektantów wzornictwa przemysłowego. W naszej firmie zatrudniamy też polskich projektantów, tu też bardzo mocno skupiamy się na edukacji. Co rok zostaję też członkiem kilku komisji konkursów wzorniczych jako juror i tu też można powiedzieć, że wspieram polskich projektantów.


- Czy ma Pan jakiegoś ulubionego designera minionego stulecia, czy też styl?

Jest ich zbyt wielu (śmiech). Zastanawiam się od kogo zacząć, jednego ulubionego nie jestem w stanie wskazać, można by wymienić tu Jeana Prouvé , który od lat trzydziestych XX wieku testował oraz produkował wiele blaszanych „fantazji” i to on również dla mnie był mentorem.  Jest też  Dieter Rams, projektant firmy Braun, który miał bardzo mocny wpływ na wzornictwo przemysłowe wielu firm ostatnich 25 – 30 lat. Tutaj można wymieniać wielu architektów, którzy działali pomiędzy architekturą a designem. Podoba mi się, gdy projektanci są „tworami” interdyscyplinarnymi, a nie zajmują się tylko formalnym kreowaniem obiektów. Jest też dużo włoskich projektantów, którzy także mocno byli związani z przemysłem i o których można by dużo opowiadać.




- A Czy mógłby Pan- tak na koniec- w kilku słowach zdefiniować, czym jest dla Pana design?

(śmiech) Ja jestem bardzo daleki od  tworzenia i kreowania jakichkolwiek definicji. Mi bardzo podoba się polskie słowo „wzornictwo przemysłowe”, choć moglibyśmy powiedzieć wzornictwo poprzemysłowe, bo znajdujemy się już w czasach poprzemysłowych i w Polsce także musimy obudzić się oraz zastanawiać nad możliwościami tej poprzemysłowej generacji jaką jesteśmy. 


- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marcin Pietrzak

Popularne
Najnowsze