Lifestyle

Ludzie

Lepszy design...

Zdjęcia Studio Rygalik

2012-09-18
Lepszy design...
Tomek Rygalik – pochodzący z Łodzi projektant światowej sławy. Studiował Architekturę i Urbanistykę na Politechnice Łódzkiej, ukończył Industrial Design na Pratt Institute w Nowym Jorku oraz Royal College of Art w Londynie (MA),gdzie został pracownikiem naukowym. Zrealizował wiele projektów dla prestiżowych klientów na całym świecie, m.in. dla DuPont/Corian, Moroso, Artek, Iker, Noti,ABR, Heal's, Ideal Standard, Pfleiderer, BOZAR i polskiejprezydencji w UE. Tomek Rygalik ma na swoim koncie wiele prestiżowych międzynarodowych nagród – m.in. pierwszą nagrodę w International Bombay Sapphire Martini Glass Design Competition (2006), BSI Environmental DesignAward (2005), Rosenthal Design Award (2004), był też finalistą The British Council International Young Design Entrepreneur of the Year (2007). Pełni także funkcję dyrektora artystycznego Comforty - wiodącej polskiej marki meblowej.

Czym jest dla Pana dobry design?

Na wstępie chciałbym powiedzieć, że należę do tych projektantów, którzy myślą racjonalnie. Można mnie też zaliczyć do esencjalistów uważających, iż pod powierzchnią doznań emocjonalnych oraz obserwowalnych zjawisk ukrywa się właściwa, esencjalna rzeczywistość. Uważam, że design ma bardzo racjonalne kryteria. Sądzę, iż  dobre projektowanie to takie, które sprawdza się w użytkowaniu. Produkt musi przede wszystkim spełniać w „życiu“ swoje cele. Jeżeli są one na końcu spełnione, to można wtedy mówić o dobrym designie. Chciałbym podkreślić, że jest tylko jedno rozwiązanie na dane zadanie projektowe, czyli jak ktoś podejmuje się jakiegoś projektu, czy to by było krzesło, drabina, lampa, szklanka, czy samochód, to może być zawsze tylko jeden właściwy rezultat, ten który w najwyższym stopniu spełnia potencjał danego wyzwania. Nie można stworzyć równie celnych alternatyw, bo zawsze będzie można w sposób obiektywny, na bazie kryteriów wyjściowych do projektu, ocenić który z nich lepiej je spełnia. W związku z tym tylko jeden będzie najlepszy i dlatego ja uważam, że każdy projekt ma tylko jeden prawdziwie oraz obiektywnie dobry rezultat. Zadaniem projektanta jest znalezienie drogi do tego rezultatu.



To bardzo ostre kryteria...

Tak, powinny takie być, ponieważ wokół nas jest dużo kiepskiego, nierzetelnego projektowania, rzeczy, które tak naprawdę nie mają racji bytu i tylko wszechobecny, samonapędzający się system nadprodukcji oraz nadkonsumpcji bezrefleksyjnie wymusza ich powstawanie. A to jest nie w porządku w stosunku do społeczeństwa i środowiska. Ma to negatywne implikacje, które ja po prostu potępiam. Uważam, że trzeba znaleźć rzetelne rozwiązanie, które nie podlega indywidualnemu „widzi mi się” twórcy lub badaniom marketera, tylko albo jest ono dobre obiektywnie albo nie.


Czy przymiotnik „designerski” jest nadużywany? Co jest naprawdę designerskie?

Wszystko wokół nas jest zaprojektowane, oprócz całego świata natury, którego jeszcze nie poskromiliśmy, ale gdzieś w jakiejś części jesteśmy już w stanie go projektować i to nie tylko na polu mikrobiologii, ale weźmy choćby, np. pogodę w Rosji w czasie defilad. Nie wspomnę już o rasach psów, które są stworzone tak,żeby użytkownik miał z nich najwięcej radości bo, np. sierść jest krótka i nie robi w domu bałaganu,budowa ciała ułatwia konkretne zadania podczas polowań, a wygląd zewnętrzny psa odpowiada preferencjom estetycznym jego właściciela. Projektowanie krajobrazu jest też jakimś okiełznaniem natury, także nawet pejzaż poza miastami jest projektowany. Już nie mówię o całej kulturze materialnej, za którą kryją się miliony bezimiennych projektantów. Gdzie by Pan teraz nie był, np. w biurze – całe to pomieszczenie oraz szklanka i kubek, które ma Pan w zasięgu ręki, biurko, czy dywan – za tym wszystkim stoi jakiś projektant, ktoś,kto to wymyślił. I dlatego wszystko jest tak naprawdę designem. Mamy dziś wiele rzeczy, przedobrzonych, udziwnionych, nie wiadomo po co, np. krzesła na których jest trudno usiąść, lampy, które nie oświetlają, itd. Jest mnóstwo przykładów na to w pismach kolorowych oraz na wystawach - one często nadają negatywną konotację słowu „designerskie”. Myślę, że ludzie nie zaczną nagle siadać na „koncepcjach“, tylko z wielu względów wybiorą wygodne krzesła.

Pan powiedział w jednym z wywiadów o „wrzeszczących przedmiotach…”

Tak, one są stworzone po to, żeby machały ręką, krzyczały, służą twórcom, a nie użytkownikom.

Uważa Pan, że patrząc tak globalnie na przestrzeń wokół nas, mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią?

Generalnie tak. Wiele rzeczy jest rodzajem zbędnej dekoracji o którą się od razu lub trochę później potykamy, mają tylko wyglądać w jakiś spektakularny sposób, przez to niepotrzebnie pochłaniane jest wiele materiałów oraz energii. Wiele produktów mogłoby być tańsze w produkcji, jeżeli nawet nie w interesie klienta docelowego, to z korzyścią dla rozwijającego gospodarkę producenta. Poza tym ma to bardzo negatywny wpływ na środowisko. Rośnie góra niepotrzebnych, przerośniętych rzeczy wokół nas, np. rączka szczoteczki do zębów jest uformowana tak grubo i „ergonomicznie“jakbyśmy mieli nie wiadomo jak długo oraz mocno pracować tym narzędziem, natomiast w rzeczywistości myjemy zęby przecież tylko parę minut. Dodatkowo w produkcji takich przedmiotów często nierozerwalnie łączone są materiały i przez to o recyklingu nie ma mowy. To wszystko jest zrobione dla efekciarstwa oraz formy. Nie ma to innego sensu, poza tym, aby ten produkt krzyczał mocniej z półki sklepowej.



To bardzo ciekawy punkt widzenia i łączy się z pytaniem- czy dzisiejszy designer powinien nastawiać się na ekologię?

Jak najbardziej, projektanci są twórczą częścią łańcucha przetwarzania materii, który odpowiada za obraz otaczającego nas świata. Jest to duża odpowiedzialność. Jeżeli designerzy nie mają elementarnej wrażliwości na środowisko, to znaczy,że są po „ciemnej stronie mocy”. Nie są „agentami dobra“, którzy mają pomóc w tworzeniu nowego,lepszego świata, a wszyscy wiemy, że stan środowiska naturalnego idzie w złą stronę. W bardzo wielu obszarach powinniśmy gruntownie zrewidować to jak żyjemy. Ten ogromny kryzys gospodarczy jaki mamy to kryzys wartości. Ja myślę, że projektanci powinni śmielej wnosić swoją często idealistyczną wrażliwość, świadomość oraz etykę. Uważam, iż powinni być przygotowani do ważnej roli bo mają ogromny wpływ na świat, który nas otacza, na to co powstaje. Biorąc to pod uwagę, jestem zdecydowanie za tym, żeby projektanci w ramach swojej pracy również tę świadomość krzewili.

Można powiedzieć, że nie doceniamy czegoś takiego jak projektowanie, design? Ma on chyba większe znaczenie niż ludzie powszechnie myślą...


To prawda, choć są świadomi ludzie, którzy to rozumieją oraz doceniają. Na szczęście jest wśród nich bardzo wielu przedsiębiorców, a także coraz więcej urzędników.

Jak widzi Pan naszą przestrzeń publiczną w Polsce- czy jest to chaos, mieszanina starego z nowym?

Przestrzeń publiczna jest chaosem, natomiast jest w tym coś pięknego, miasta „narastają” –nowe elementy nakładają się na stare. Składają się na to różne działania czasowe, systemowe, itd. Polskie otoczenie jest przez to bardzo ciekawe, zdecydowanie bardziej niż na nowo wybetonowane oraz wyasfaltowane miasta gdzieś na Bliskim Wschodzie, wyrastające nagle i będące takim „totalnym projektem”, który nie powstaje przez jakąś ciągłość. To jest tak jak z urządzaniem mieszkania – można mieć mieszkanie urządzone na „tip-top”, potem się okazuje, że pewne rzeczy i tak byśmy zmienili. Ja uważam, że nie ma co narzekać, jest w tym jakaś wartość, przez co jest to ogromne pole do popisu dla projektantów, którzy coraz częściej angażowani są przy tworzeniu nowych miejsc przestrzeni publicznej. Cieszę się, że to się rozwija. I Polska zaczyna wyglądać lepiej. Natomiast ta świadomość rodzi się u urzędników,którzy dopiero teraz zauważyli, że gdy coś jest dobrze zaprojektowane, to po prostu tworzy lepszą jakość życia i w efekcie również o nich lepiej świadczy.

Przy tej okazji zapytam, czy u nas Polaków zaczyna dominować dobry gust, czy raczej nowobogackie bezguście? Jaką mamy świadomość i wyczucie estetyczne?

Jest różnie w różnych środowiskach, bez względu na grubość portfela, lecz zaczynam czasem dostrzegać w pewnych grupach zanik indywidualizmu. Ja jestem zwolennikiem tego, aby gusta były bardzo różne. Natomiast ważne jest, żeby wybór był dobry. Uważam, iż każdy powinien kreować swój osobisty styl oraz obraz świata, a nie podążać za wszelkimi możliwymi trendami, bo kiedyś może okazać się, że świat w którym żyliśmy nie jest nasz, tylko „projektantów gustów”. Uważam, że ludzie powinni sami decydować co im się podoba. Nie ma dobrych i złych gustów. Są po prostu różne.

Pan studiował i pracuje na Zachodzie. Czy my Polacy jesteśmy wrażliwi, cz y nie? cz y mamy jakiś potencjał? Jak Pan to widzi, gdybyśmy mieli się porównać z innymi narodami?

Relatywnie jesteśmy narodem wrażliwym na estetykę. Jest w nas o dziwo „duch południowca“,słowiańska fantazja. Takiego otwartego podejścia estetycznego nie mają ani Anglosasi ani Niemcy. Wnętrza domów przeciętnych Brytyjczyków lub Amerykanów są na tym tle nudne oraz kiczowate. Nie chcę generalizować, ale wśród Polaków jest sporo wymagających odbiorców, ale i też osób mających niewielką świadomość użytkową, a także konsumencką.Otaczają się wtedy rzeczami, które są nietrwałe, dziadowskie oraz brzydkie. Są brzydkie w tym sensie, że nie są dostosowane do ich stylu życia i prawdziwych codziennych potrzeb, również estetycznych. Ogólnie nie jest tak źle, w innych krajach często bywa gorzej. Wcale nie jesteśmy w końcu peletonu, ale też nie przodujemy pod tym względem.

A czy mamy dziś do czynienia z „dyktaturą marek”? Może w dobie komercji ludzie mają utrudnione zadanie? Wszyscy patrzą na firmę…

Tak, ludzie są często kuszeni przynależnością produktu do marki, powierzchowną atrakcyjnością oraz nie potrafią wniknąć głębiej w wartość faktyczną. Są manipulowani przez marketing – kuszeni materiałem medialnym, który ich kompletnie ogłupia. Dziwne jest, że wielu z nich myśląc, iż mają ważniejsze sprawy na głowie lub z lenistwa wskakuje w społeczne stereotypy, goniąc za materialnym prestiżem, a w efekcie za klasową przynależnością. To jest smutne. Gdyby się trochę zatrzymali, wybraliby takie rzeczy, jakie im faktycznie bardziej odpowiadają, które mogłyby wnieść jakość, a także szczęście w ich codzienne życie. Bo lepszy design to lepsze życie. Po prostu. Dziadostwo nawet spod znaku luksusowych marek może się stać powodem naszych małych, ale codziennych utrapień. Jeżeli mamy rzeczy dobrze zaprojektowane, a także wykonane z właściwych jakościowo materiałów, to dają one nam szczęście na długie lata. Nie chcemy ich ciągle wyrzucać, wymieniać na nowe. Przyziemne doznania użytkowe mają wpływ nawet na nasze nastroje, np. pijąc fantastyczną kawę w filiżance, która nas parzy, odbieramy sobie jakość doznań, których suma decyduje o naszym samopoczuciu.



Jak bardzo przedmioty mówią o człowieku? Jak wiele mówią one o nas samych?

W zasadzie nasze wybory mówią o nas wszystko, są „demonstracją” stopnia naszej świadomości. Czy na każdym elemencie naszego stroju jest logo znanej firmy lub nie,czy wykonany jest on z tkaniny, która nie oddycha i wydzielamy wtedy nieprzyjemny zapach. Oczywiście nie należy oceniać na podstawie tych wyborów, również dlatego, że są różne systemy wartości. Mimo to uważam, iż warto jest wybierać mniej rzeczy, ale robić to lepiej.Nie przypadkiem „szewc bez butów chodzi“. Ja też mam mało rzeczy, lecz jestem z nich absolutnie zadowolony. Innych mieć nie chcę bo wprowadzają złą energię w moje życie, tak jak sprezentowany mi otwieracz do wina, którym nie mogłem normalnie otworzyć butelki, co nie pozostało bez wpływu na mój dobry nastrój w czasie kolacji.

Czy ma Pan jakiegoś ulubionego designera, prąd, czy styl? Czy Pan się na kimś wzoruje?

Nie wzoruję się na nikim, bo cała istota projektowania polega na stworzeniu drogi charakterystycznej dla siebie. Natomiast bliskie mi są filozofie projektowania takich twórców jak, np. Ray i Charles Eames. Cenię też podejście Jaspera Morrisona. To wybitny projektant, który swoje ego trzyma w kieszeni i wbrew szumu wokół, walczy o to, żeby tylko projekty świadczyły o jego pracy, a nie kolor jego marynarki, cz jakieś efekciarskie show. Lubię projektantów rzetelnie podchodzących do swojej pracy. W tym zawodzie nie wystarczy być wrażliwym pragmatykiem. Istotna jest ideowość, trzeba mieć coś do przekazania, co w naturalny sposób przenika twórczość, której efekty emanują potem określonymi wartościami.

Rozmawiał Marcin Pietrzak
http://antiquebeauty.eu/promocje/?utm_source=livingroom&utm_campaign=living-room&utm_medium=email